Geoblog.pl    robert64    Podróże    Budapeszt + Guca - męska wyprawa    Wesole miasteczko i nocne podroze
Zwiń mapę
2012
08
sie

Wesole miasteczko i nocne podroze

 
Węgry
Węgry, Budapest-Józsefváros Vasútállomás
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 475 km
 
Dzisiaj był dzień spokoju. Zajrzeliśmy do hal targowych, a potem wyruszyliśmy do wesołego miasteczka – Vidamparku. Tym razem kupiliśmy już bilety 24 godzinne, bo to dość daleko i trzeba było się przesiadać. Bilet dzienny kosztuje 1550 ft, pani wpisuje godzinę i nie trzeba go nigdzie kasować tylko w przypadku pokazania się kanarów – okazać. Komunikacja w Budapeszcie jest znakomicie ze sobą zintegrowana. Z przystanków tramwajowych (wysepek) są bezpośrednie zejścia do przejść podziemnych gdzie są wejścia do metra, w tramwajach na wyświetlaczach pojawiają się informacje o dostępnych na następnym przystanku połączeniach, pani z głośnika gada nie tylko po węgiersku, ale i po angielsku – pełna Europa! Wesołe miasteczko jest oddalone od naszego hotelu o 8 stacji. Trzeba dojechać do żółtej linii metra i pojechać w kierunku stacji Mexicoi utca, a wysiąść stację wcześniej czyli na Szechenyi furdo. W okolicy jest też ZOO i łaźnie (na co wskazuje nazwa stacji). Na łaźnie w Budapeszcie ogólnie się obraziliśmy, więc bez zastanowienia ruszyliśmy w kierunku Vidamparku. Cena biletu uzależniona jest od wzrostu :-), osobnicy do 140 cm płacą mniej, ale też nie mają wstępu na wszystkie atrakcje (ze względów bezpieczeństwa). Franek ma już więcej niż ten graniczny metr czterdzieści, więc trzeba było zapłacić dwa razy po 4800 ft.
A potem już tylko permanentne niszczenie błędnika! Był rollercoaster kręcący się dodatkowo wokół własnej osi, była kolejka drewniana (podobno najstarsza w Europie) i jeszcze parę innych atrakcji. Poświęciłem się i nie odmówiłem żadnej prośbie.
Ponieważ wymeldowaliśmy się o dzień wcześniej niż wynikało z rezerwacji, przed jazdą na te wszystkie uciechy trzeba było zwolnić pokój. Na szczęście miłe panie z recepcji pozwoliły zostawić nam plecaki. Po wesołym miasteczku pojechaliśmy je odebrać. Chwila odpoczynku i w drogę na dworzec Keleti. Na miejscu byliśmy o 20-ej, czyli prawie 2,5 godziny przed odjazdem pociągu do Belgradu. Okazało się, że słusznie. W kasach międzynarodowych panuje system „numerkowy”. Tak jak w IKEA pobiera się numerek i czeka się na swoją kolej – niby wygodne bo można sobie usiąść, ale powoduje nadużycia. Miejscowi bywalcy Keleti pobierają po cichu całe serie numerków, a delikwent który się śpieszy na pociąg z przerażeniem stwierdza, że przed nim stoi 60 osób. Wtedy pojawia się „wybawca”, który za 1000 ft odstępuje numerek. Niestety strasznie spowalnia to sprzedaż, bo panie czekają ok. minuty na podejście interesanta do okienka i dopiero wtedy wbijają kolejny numerek. Nie wiem czy była awaria, czy też tak to ma działać, ale panie wypisywały bilety ręcznie! „Udało się i zdążyliśmy. Mój bilet kosztował 26 euro, Franka 13 – do Belgradu i z powrotem. Taki bilet ważny jest przez miesiąc w dowolne dni. Spróbujcie kupić ten bilet przez PKP, ja próbowałem 2 lata temu i pani krzyknęła mi 260 PLN! Na szczęście jest nieocenione forum www.travelbit.pl i dzięki uzyskanym tam poradom nie dałem się wrobić.
Tłok był poważny, ale 2 miejsca się znalazły. Franek bardzo się uaktywnił językowo, dopytuje się o znaczenie wyrazów i stara się porozumieć po angielsku. W przedziale też próbował, bo jechało z nami dwóch Kanadyjczyków i dwóch Nowozelandczyków. Pociąg spóźnił się tylko godzinę i około siódmej byliśmy na miejscu.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
robert64
robert sulkiewicz
zwiedził 15% świata (30 państw)
Zasoby: 213 wpisów213 440 komentarzy440 1920 zdjęć1920 13 plików multimedialnych13
 
Moje podróżewięcej
28.08.2014 - 30.08.2014
 
 
 
09.08.2013 - 03.09.2013